17 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Arkadiusz

Rick's Cafe

Książki, filmy, serial i inne głupoty

Teraz czytam

Gambit Wielopolskiego
Adam Przechrzta
Spalaj tluszcz, buduj miesnie
Tom Venuto
Gai-Jin
James Clavell
Prawdziwy gangster. Moje życie: od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz
Jon Roberts, Evan Wright
Przeczytane:: 56/528 stron

Sezon burz

Sezon burz - Andrzej Sapkowski No i przyszła pora na nieuniknione. Coś co niby miało się już nie wydarzyć, ale w każdym tliła się iskierka nadziei, że może jednak kiedyś... No i stało się! Andrzej Sapkowski napisał kolejną książkę o przygodach wiedźmina Geralta z Rivii! Można by mu wypominać, że niby "zarzekała się żaba mułu.." i inne takie... Jednak patrząc na to obiektywnie niech podniesie rękę ten kogo nie cieszy ponowne spotkanie z najsłynniejszym wiedźminem świata. Ja, jako wielki fan Sapkowskiego, nigdy nie dałem wiary zapewnieniom, że nie sięgnie on już po swoją najbardziej udaną i najbardziej nośną postać. I wcale nie będę mu teraz wytykał, że zrobił to jedynie dla kasy, bo z chęcią zapłaciłem (może nie ja bo książka była prezentem ;) ) za możliwość ponownego spaceru po moim ulubionym fantastycznym uniwersum u boku genialnej postaci jaką jest Biały Wilk. (...) A Sapkowski od tego czasu trochę podupadł na formie pisarskiej. Jego "Żmija" niestety nie powaliła na kolana ani mnie, ani większości jego stałych czytelników i recenzentów. A po niej na długie cztery lata w ogóle zniknął ze sceny. Ale to było mu widocznie potrzebne. Przemyślał sobie wszystko. Przekalkulował co mu się opłaca a co nie. I doszedł do wniosku, że najrozsądniej będzie w dobie kryzysu, być może twórczego, ale na pewno ekonomicznego, wrócić do sprawdzonych rozwiązań. I tak oto trzymam w ręku "Sezon burz", czyli najnowsza odsłonę przygód wiedźmina, choć nie jest to, jak można by się spodziewać, ani kontynuacja jego losów, po tajemniczej śmierci w ostatniej części sagi, ani tym bardziej prequel opowiadający o 'latach młodości' głównego bohatera. Nie, Sapkowski wybrnął z tego ze znaną sobie przebiegłością i sprytem, wprowadzając liczne niedopowiedzenia i osnuwając wszystko mgiełką tajemnicy. Mamy tutaj bowiem historię, która dzieje się jakby między niektórymi opowiadaniami a sagą. Pisze niektórymi, bo jak wszyscy fani wiedzą, ostatnie opowiadanie, w którym Geralt spotyka Ciri jest jakby otwarciem do 'Sagi', więc tam już tej historii wcisnąć nie zdołamy. Ot, jakaś kolejna przygoda z wiedźmińskiego szlaku. Spotkamy na nim postaci już nam dobrze znane i lubiane, jak choćby najlepszy przyjaciel wiedźmina - bard, lekkoduch i koneser niewieścich wdzięków - Jaskier. Czy też wspomniana jedynie w retrospekcjach, i bardzo krótkiej 'akcji', wielka, jedyna i niespełniona miłość Białego Wilka - czarodziejka Yennefer. Na krótko, choć nie bez znaczenia dla fabuły, pojawia się także Nimue (znana jako Pani Jeziora, więc nie radzę czytać tej książki bez znajomości poprzednich), młodziutka i dopiero zmierzająca do Aretuzy - szkoły dla czarodziejek. Jeśli chodzi o znane nam postaci, to już chyba wszystko, ale to nie wszystko jeśli chodzi o karty powieści. Sapkowski powołuje do życia solidną gromadkę dość wyrazistych i charakterystycznych bohaterów poczynając od plebsu, poprzez zbójów, urzędników miejskich, czarodziejów, a na władcach, choć tym razem dość niskiej proweniencji, kończąc. Jeśli chodzi o język, czyli jeden z atutów prozy ASa, to na tym polu autor także nie zawodzi. Język jest adekwatny do postaci, która się nim posługuje. Mamy więc do czynienia ze słownictwem bardzo prostackim w przypadku kmiotków, z 'twardym' i ordynarnym, kiedy chodzi o rozbójników i najemników, górnolotnym i 'naukowym' w przypadku czarodziejów etc. etc. Nie zabrakło także dowcipu i humoru, nawet tego sytuacyjnego (zajście w kordegardzie jest naprawdę na najwyższym komediowym poziomie!). W tym względzie Sapkowski także nie zawodzi, choć humor jest raczej w takim natężeniu jak w 'Sadze' niż jak w opowiadaniach. Nie zapomniał Sapkowski także o tym za co był tak często chwalony w przeszłości, czyli o ciekawych i budowanych na skojarzeniach scenach erotycznych, w czym jest naprawdę mistrzem. Jest ich tutaj co prawda niewiele, ale jednak muszę przyznać, że sam kilka razy złapałem się na tym, że autor tak naprawdę nic zdrożnego nie napisał a wszystkim pokierowały moje 'niecne myśli' i wyobrażenia. Bo weźmy na przykład taką scenę: "- Usiądź na brzegu łóżka. - Bo? - Chcę się zrewanżować. - Słucham? - Za piegi, które wypatrzyłeś tam, gdzie je wypatrzyłeś. Za dołożenie starań i dokładną... eksplorację. Chcę się zrewanżować i odwdzięczyć. Mogę? - Ależ jak najbardziej." Prawda, że całkiem niewinna? :) A co można powiedzieć o samej historii z jaką mamy do czynienia na kartach "Sezonu burz"? Osią intrygi są skradzione wiedźmińskie miecze, których Geralt niestrudzenie szuka. To prowadzi go w różne miejsca i często zmusza do walki z 'twardzielami' chętnymi dokopać słynnemu pogromcy potworów, który nagle stał się bezbronny (każdy dobrze wie, że wiedźmin, nawet bez broni nigdy nie jest bezbronny!). Moim zdaniem książkę można odbierać jak zbiór 3-4, dość zgrabnie połączonych, opowiadań. Ale nie zmienia to faktu, że ma ona niezaprzeczalną strukturę pełnoprawnej powieści. Sapkowski nie zapomniał także o dodaniu do każdego rozdziału, których jest dwadzieścia plus interludia zaczerpnięte z "Pół wieku poezji" Jaskra :), motta. I w tym względzie także spisał się Sapkowski doskonale. W większości są to teksty przez niego samego wymyślone, choć zdarzają się też cytaty zaczerpnięte z klasyki, jak choćby od Szekspira i ...Leonarda Cohena! No i te nawiązania do tworów popkultury! A szczególnie ostatnia scena jako żywo wyjęta z "Casablanki". Oklaski! Żeby niczego nie pominąć, muszę wspomnieć także o tym, że Sapkowski przez te 14 lat dojrzał do tego, aby bez 'krępacji' wplatać, rzeczy nie do pomyślenia dla innych autorów tworzących w tym konkretnym gatunku. Mamy tutaj nawiązania do fałszowania dowodów, i nieprawdziwych zeznań, a także do całego zgniłego wymiaru sprawiedliwości jak, wypisz wymaluj, z czasów nam współczesnych. Mamy pogadanki o transhumanizmie, (...) którym zajmują się na szeroką skale czarodzieje-wizjonerzy. Także o funkcjonowaniu banków, domów aukcyjnych, władzy i wielu, wielu innych aspektach, których próżno szukać u innych twórców fantasy. Póki co z treści tej recenzji większość z Was może wnioskować, że będzie to pean na cześć powrotu wielkiego pisarza i wielkiego literackiego bohatera. Nie dziwię się, bo tak to właśnie wygląda, ale niestety tak nie jest, gdyż książka Sapkowskiego ma swoje wady i przyszła wreszcie pora, aby i je przedstawić. Po pierwsze, samo wydanie. Nie jest ono, moim skromnym zdaniem, najlepsze. Mamy słabo zaprojektowaną okładkę, która tak naprawdę niczego nie przedstawia, nie rzuca się w oczy i w ogóle jest jakaś taka nijaka (dwa miecze, dwie rozmazane ludzkie postacie, jakaś zjawa albo duch i coś w rodzaju fontanny; wszystko to okraszone kilkoma rozbłyskami burzy, ani piękne ani zbyt odkrywcze). Dodatkowo samo wydanie na żółtym, cienkim papierze, pokrytym bardzo słabym drukiem (nie podchodźcie nawet do książki z choćby delikatnie wilgotnymi rękoma, bo będziecie cali czarni, a tekst rozmazany). O cenie nie wspominam, bo to sprawa bardzo subiektywna - dla jednych liczy się jedynie treść, a inni natomiast chcą też za to dostać coś co się będzie ładnie prezentować na półce. W tym przypadku będzie o to ciężko. Teraz przejdę do tego, co mnie najbardziej boli, czyli do treści i stylu. Sama historia jest jakaś taka wymyślona na siłę. Wydawać by się mogło, że stworzenie z tego kilku oddzielnych opowiadań, a nie powieści, byłoby lepszym zabiegiem. Takie jest moje odczucie. Byłoby to bardzie spójne fabularnie i można by się było mimo wszystko bardziej rozwinąć. W takiej formie jaką mamy, autor jest zmuszony do kończenia każdej historii w taki sposób, aby można było logicznie przejść do następnych wydarzeń. Same postaci, a w szczególności ich wypowiedzi, są jakieś takie dziwnie sztuczne. Zupełnie nie mogłem odnaleźć w tym Geralcie tego, którego tak polubiłem, tego swobodnego, spokojnego, pewnego siebie, ironicznego zarozumialca i poczciwca, z opowiadań. Geralt był jakiś taki skrępowany, sztucznie nadęty, rozchwiany emocjonalnie i tylko czasami, choć za rzadko, gdzieś wyłaniała się stara dobra postać Białego Wilka. Reszta postaci zdecydowanie mniej mnie obchodziła, bo to głównie o wiedźmina w tym wszystkim chodzi, ale i Jakier był nie do końca taki jakim go zapamiętałem. Może powodem było wyjście z wprawy. A może przetarcie z innymi postaciami, które, przez te prawie półtorej dekady, przeszły przez palce i umysł autora? Miejmy nadzieję, że właśnie tak, bo alternatywą jest zwykły 'skok na kasę', o który nie chciałbym Sapkowskiego posądzać. I takim oto sposobem dobrnęliście, wraz ze mną, do końca tego przydługiego wywodu. Nie pozostaje mi nic innego jak podsumować moje odczucia względem tej książki. A są one następujące: primo - miło było znów przeczytać nieznane mi do tej pory przygody Geralta; secundo - mam nadzieję, że Sapkowski nie poprzestanie na tym jednym tomie i nie będzie na tyle nierozważny aby znów porzucić Naszego ulubionego bohatera na tak długi czas; tertio - niestety najnowsze opowieści o wiedźminie szału na mnie nie zrobiły (choć nie miałem co do tej książki żadnych oczekiwań, po prostu chciałem żeby kiedyś powstała). Stąd też moja ocena, po wielu przemyśleniach i kalkulacjach, stanęła na 6.5/10, ponieważ jest dobrze, ale już nie tak jak kiedyś. A te ostatnie 0.5 punktu jest za zakończenie, bo było naprawdę ciekawe. Mimo wszystko polecam, ale głównie fanom przygód Geralta. Innym radzę zacząć od opowiadań, bo wiele Was ominie kiedy przystąpicie do lektury nie znając poprzednich części wiedźmińskiego cyklu. Zapraszam na mój blog - Rick's Cafe! http://playitoncemoresam.blogspot.com/