17 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Arkadiusz

Rick's Cafe

Książki, filmy, serial i inne głupoty

Teraz czytam

Pan Samochodzik i brązowy notes
Tomasz Olszakowski
Atlas zbuntowany
Ayn Rand
Gambit Wielopolskiego
Adam Przechrzta
Spalaj tluszcz, buduj miesnie
Tom Venuto
Gai-Jin
James Clavell
Prawdziwy gangster. Moje życie: od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz
Jon Roberts, Evan Wright
Przeczytane:: 56/528 stron

Ziarno prawdy

Ziarno prawdy - Zygmunt Miłoszewski No i znów mnie skubaniec złapał kilkoma pierwszymi akapitami. Nie wiem jak on to robi, ale niezaprzeczalnie Miłoszewski posiada dar snucia zajmującej opowieści już od pierwszych stron. Bo wiecie, ja nie lubię takiego długiego i żmudnego wprowadzania w fabułę. Z reguły mnie to nudzi i chcę, aby akcja zaczęła się jak najszybciej. Jednak w jego książkach każde zdanie coraz bardziej nie pozwala się oderwać od lektury i zanim się obejrzymy jesteśmy złapani w sidła intrygi. Nie inaczej było w przypadku "Ziarna prawdy", czyli drugiej części trylogii o prokuratorze Teodorze Szackim. Tym razem, po nieudanym romansie z Moniką, co swoją drogą prowadzi go po równi pochyłej aż do rozwodu z żoną i staniu się "codwutygodniowym" tatusiem, Teodor Szacki jest w Sandomierzu. Porzucił Warszawę myśląc, że to właśnie tam, na prowincji znajdzie spokój i ucieknie od problemów. Niestety, przyzwyczajony do mieszkania w największej polskiej metropolii Szacki jest zmęczony tą małomiasteczkowością. Puste mieszkanie przypomina mu o bolesnym rozstaniu z Weroniką, a przygodny seks z Klarą, sporo od niego młodszą wiejską nimfomanką, także jest raczej męczącym sportem, aniżeli początkiem większego i głębszego uczucia. Podobnie jest w pracy. Aktualnie w pancernej szafie na dokumenty ma 8 teczek z prowadzonymi sprawami, czyli mniej więcej o 100 mniej niż by miał w stolicy. Z jednej strony spokój a z drugiej niewyobrażalna nuda. I ta wszem obecna familiarność. Jak to w małej miejscowości, ot wszyscy się ze sobą znają. Jednak pewnego dnia następuje przełom. Pojawia się wreszcie zabójstwo z prawdziwego zdarzenia. Takie dla którego warto tu zostać jeszcze kilka dni dłużej. Ginie młoda kobieta. Jej przyczyną śmierci jest wielokrotne rozpłatanie gardła. Obok ciała natomiast śledczy znajdują żydowski nóż do rytualnego uboju zwierząt. Taka zbrodnia w mieście, które przecież znane jest ze swojego historycznego antysemityzmu. Czy to przypadek, czy ktoś się bawi w zemstę za zbrodnie sprzed lat? kolejne dwa morderstwa jeszcze bardziej zagmatwają sprawę. A wszystko to będzie musiał wyjaśnić Teodor Szacki, białowłosy heros Temidy. Przedstawiam jedynie zarys fabuły, bo to w końcu kryminał i nie chcę zniszczyć przyjemności płynącej z samodzielnego rozwiązywania zagadki ;) Jednak u Miłoszewskiego najbardziej cenię, oprócz oczywiście świetnie wymyślonych zagadek kryminalnych, tę "zwyczajność" bohaterów. Dużo czytam (hmm...czy ja się chwalę? chyba nie ma czym ;]), ale nikt jeszcze nie zrobił na mnie takiego wrażenia w prezentowaniu przeciętności postaci. U innych wiadomo, jak heros to bez zmazy i skazy. Jak detektyw to albo pijak lub inny "nałóg". Jak myśli to albo o śledztwie albo o innych pierdołach :/ A tutaj mamy do czynienia ze zwyczajnymi ludźmi, z ich codziennymi sprawami, z lękami których nie wyparłoby się chyba żadne z nas. Także przemyślenia głównego bohater są bardzo przyziemne, jeśli można użyć takiego stwierdzenia. Jego myśli, wtedy kiedy nie zajmuje się sprawą, są ekstremalnie zwyczajne, ot jak choćby, czy kolor bluzki koleżanki z pracy pasuje do jej koloru włosów i karnacji albo, że nie kupi tej konkretnie wędliny bo wygląda jakby miała chęć sama wybiec ze sklepowej lodówki. No po prostu genialne! W sumie nie potrafię w jego książkach znaleźć żadnych wad, a dalsze pisanie o waletach jego prozy mogłoby sprawić, że pomyślicie sobie o mnie nie wiadomo co, więc napisze jeszcze tylko jedną ciekawostkę, którą dostrzegłem w trakcie czytania. A może nie ciekawostkę, co raczej zbieg okoliczności. Kiedyś recenzowałem już jego powieść "Bezcenny" i napisałem, że fajnie było w święta Bożego Narodzenia czytać książkę, której akcja obejmuje podobne ramy czasowe (bo też działa się w ciągu kilkunastu dni wliczając w to czas świąteczny). "Ziarno prawdy" zacząłem czytać akurat jakoś koło wielkanocnej niedzieli i wiecie co? Akcja tego kryminału ma miejsce właśnie w czasie świąt Wielkiej Nocy! Przypadek? Pewnie tak, ale zaczynam wietrzyć jakiś spisek. Na zakończenie dodam tylko, że z chęci pochłaniania większych ilości prozy Miłoszewskiego (a nie chcąc czytać drugi raz tego samego) zacząłem zapoznawać się z jego opowiadaniami jakie pisał w początkowej fazie swojej kariery. Na razie udało mi się znaleźć "Domiar" zamieszczone w świątecznym numerze (51-52) "Newsweeka" z 2012 roku i "Jeden procent" opublikowane w październikowym numerze "Playboya" z roku 2011. I co ciekawe to drugie opowiadanie jest podobno wprawką do trzeciej i ostatniej części perypetii Teodora Szackiego, która będzie nosiła tytuł "Na czerwonej ziemi", a jej akcja będzie miała miejsce w...Olsztynie! Tak, w mojej rodzimej miejscowości, w której zresztą aktualnie pomieszkuję. Kurczę, już się nie mogę doczekać jak dostanę ją w swoje ręcę :D Ale data premiery nie jest jeszcze ustalona, a przynajmniej mnie nie udało się nic znaleźć na ten temat :/ Podsumowując, muszę stwierdzić, że Zygmunt Miłoszewski jest moim ulubionym twórcą kryminałów na naszym podwórku a i wśród światowych pisarzy (zastrzegam, że tych których książki miałem przyjemność czytać) także plasuje się w czołówce. Łatwość i lekkość snucia opowieści, świetne zagadki połączone z wygrzebywaniem prawdy z przeszłości tworzą książki, od których, autentycznie, nie mogę się oderwać. Tak trzymać Panie Zygmuncie! Ocena gatunkowa 10/10 Ocena ogólna 7/10 Zapraszam również na mój blog - Rick's Cafe! http://playitoncemoresam.blogspot.com/