17 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Arkadiusz

Rick's Cafe

Książki, filmy, serial i inne głupoty

Teraz czytam

Gambit Wielopolskiego
Adam Przechrzta
Spalaj tluszcz, buduj miesnie
Tom Venuto
Gai-Jin
James Clavell
Prawdziwy gangster. Moje życie: od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz
Jon Roberts, Evan Wright
Przeczytane:: 56/528 stron

Republika złodziei

Republika złodziei - Scott Lynch Książkę tę przeczytałem już dość dawno temu, jednak przez dłuższy czas nie mogłem się zabrać do jej zrecenzowania. Dziś przyszła wreszcie i na nią pora. Zapraszam do lektury moich spostrzeżeń na temat najnowszej części cyklu o Niecnych Dżentelmenach, - "Republiki Złodziei" autorstwa Scott'a Lynch'a. Na samym wstępie chciałbym tylko nadmienić, że niektórych autorów zdałoby się stawiać pod pręgierzem z zasądzonymi kilkoma batami w kwestii zadośćuczynienia za opieszałość w pisarskich poczynaniach. A Scott Lynch jest chyba ich najlepszym przykładem nawet przed G. R.R. Martinem i, jeśli ktoś wierzył w kolejne przygody Wiedźmina, to również A. Sapkowskim. Wyobraźcie sobie, że ten 36 letni pisarz urodzony w St. Paul w Stanach Zjednoczonych, na kolejny tom przygód Locke'a Lamory kazał czekać swoim fanom przeszło 6 lat! W pewnym momencie zacząłem już tracić nadzieję na to, czy kolejna część w ogóle się ukarze, gdyż między pierwszą ("Kłamstwa Locke'a Lamory") a drugą ("Na Szkarłatnych Morzach") minął niespełna rok, a tutaj tyle czasu i nic... Ale stało się. W październiku zeszłego roku pojawiła się wreszcie "Republika Złodziei", trzecia z zaplanowanych siedmiu części cyklu Niecnych Dżentelmenów. Ale wracając do meritum, czyli do recenzowanej książki, chciałbym powiedzieć, że bardzo miło było znów spotkać się z Locke'm i całą jego kompanią. Już zdążyłem zapomnieć jak bardzo podobały mi się ich perypetie i styl w jakim zostały napisane. Pod względem fabularnym książka ta ma jakby dwie główne osie akcji. Jedna kontynuująca wydarzenia z "Na Szkarłatnych Morzach" i druga, która za pomocą retrospekcji przenosi nas w czasie bardzo dawno temu, bo aż do wydarzeń sprzed "Kłamstw Locke'a...", aby w trakcie przesuwać się w coraz bliżej do obecnej akcji. Nie będę zdradzał fabuły, napiszę jedynie to, że Locke i Sean muszą zmierzyć się ze swoją dawną przyjaciółką - Sabethą - w walce politycznej w państwie więzimagów - Karthainie. I niby mają zagwarantowaną nietykalność nawet jeśli przegrają, to jednak z więzimagami nigdy nic nie wiadomo i lepiej mieć się na baczności. W trakcie wydarzeń odżywa także uczucie między Locke'm a Sabethą, jednak zakończenie politycznej walki, która notabene toczy się także zakulisowo między samymi magami, którzy zwyczajowo nie mieszają się do spraw zwyczajnych ludzi w swoim kraju, będzie porażające dla wszystkich. A prawda jaką odkryje Lamora o sobie samym sprawi, że i jemu runie cały, nie tak znów stabilnej konstrukcji, świat na głowę. O "Republice Złodziei" nie ma się co zbytnio rozpisywać, ją po prostu trzeba czytać! Książka jest tak samo dobra jak pozostałe dwie, i napisana została w taki sposób, że nawet zbytnio nie trzeba znać (lub pamiętać) poprzedniczek. Autor wiele wątków przypomniał, bo z pewnością miał świadomość tego, że po 6 latach czytelnicy słabo będą kojarzyli wydarzenia z poprzednich części. Jednak i one były dość zamkniętymi całościami i nie miały zbytniego wpływu na to, z czym mieliśmy do czynienia tutaj. Można by powiedzieć, że każda z części opowiada oddzielną historię, w której jedynie główni bohaterowie i najważniejsze wątki są kontynuowane w kolejnych tomach. Co do stylu, to Lynch pisze świetnie, jego bohaterowie są bardzo wyraziści, pełnowymiarowi. Znamy motywy ich działania, choć nie zawsze możemy przewidywać jak się zachowają. Świat jaki tworzy również jest ciekawy, jedyny w swoim rodzaju. Nie wiem dlaczego ale miasta, w których rozgrywa się akcja wydają mi się osnute jakąś złotą łuną. Piękne pałacowe wnętrza mają w sobie coś z barokowego przepychu i nawet najbrudniejsze zaułki najbiedniejszych dzielnic mają w sobie jakiś niepowtarzalny klimat. Bardzo się cieszę, że Lynch wreszcie się przełamał i wrócił do pisania po tak długiej przerwie. Teraz mam jedynie nadzieję, że nie na kolejne tomy nie każe nam czekać równie długo. A "Republikę Złodziei" polecam wszystkim miłośnikom retro-urban fantasy ;) Jest to pozycja must read dla każdego miłośnika gatunku, a i osoby nie gustujące w tego typu literaturze również nie powinny czuć się zawiedzione. Jednak mimo wszystko (nawet mimo tego co napisałem wyżej o odrębności fabularnej każdej z części) radzę zacząć od części pierwszej ;) Ocena gatunkowa 8.5/10