17 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Arkadiusz

Rick's Cafe

Książki, filmy, serial i inne głupoty

Teraz czytam

Gambit Wielopolskiego
Adam Przechrzta
Spalaj tluszcz, buduj miesnie
Tom Venuto
Gai-Jin
James Clavell
Prawdziwy gangster. Moje życie: od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz
Jon Roberts, Evan Wright
Przeczytane:: 56/528 stron

Alex Grecian o początkach działalności Scotland Yardu... całkiem przyzwoicie choć bez fajerwerków

Scotland Yard - Alex Grecian,  Julita Mirkowicz
Jakoś ostatnimi czasy bardzo mocno wkręciłem się w kryminały, ale takie, których akcja nie rozgrywa się w szeroko rozumianej teraźniejszości, a często ponad wiek wcześniej (w związku z tym zacząłem też oglądać "Detektywa Murdocha" :]). Tak było w przypadku "Krugera" Ciszewskiego, który jak wiecie mocno mnie rozczarował. Tak jest również w przypadku "Scotland Yardu" Alexa Greciana, który swoją powieść o londyńskich stróżach prawa osadził pod koniec XIX wieku, w chwilę po tym jak na miasto padł cień grozy w związku z działaniami - nigdy zresztą nieschwytanego - Kuby Rozpruwacza. Zapraszam na recenzję!
 
Książka Greciana, w przeciwieństwie do Cieszewskiego "Krugera", zaczyna się dosyć chaotycznie i niezbyt interesująco. Tutaj już nikt nie oszukuje, że bohaterów będzie niewielu. Ich ogrom w pierwszym momencie przytłacza. Dodatkowym problemem jest też fakt, że śledczy nie prowadzą jednej sprawy, a kilka równocześnie, jedynie w pewien sposób dając nam do zrozumienia, która z nich jest najważniejsza. I tak, mamy tutaj sprawę funkcjonariusza Scotland Yardu znalezionego na dworcu w podróżnym kufrze z obciętymi kończynami oraz zaszytymi ustami oraz powiekami (jest więc coś dla fanów makabreski :]). Drugim przypadkiem jest brodaty facet z podciętym gardłem oraz zwłoki dziecka znalezione w kominie.
 
Z powodu tego namnożenia bohaterów i wątków przedarcie się przez pierwsze 40 % (...tak, znów ebook) książki było nie lada wyzwaniem. Trzeba było kojarzyć, kto jest kim i czym się w danej chwili zajmuje. Jednak z biegiem czasu zaczęła ginąć (xD) coraz większa ilość osób biorących czynny udział w opowieści a jedne wątki zaczęły się zespalać z innymi. I w taki oto sposób około procenta 60-go historia nabrała rytmu i utrzymała moje względne zainteresowanie do samego końca.
 
Jednak problemem tej powieści jest brak solidnie zarysowanego głównego bohatera (z którym czytający mógłby zacząć się utożsamiać) oraz fakt, że autor sam chyba nie wiedział, czy chce utrzymywać tożsamość morderców w tajemnicy - takie miałem wrażenie gdzieś do wspomnianego 60% - czy też wyjawić ją nam i skupić się jedynie na śledztwie mającym na celu pokazanie nam w jaki sposób policjanci odkryją tożsamość sprawców, czyli tak naprawdę zdobędą wiedzę, którą my już posiadamy i doprowadzą do ich schwytania. Dziwne trochę, ale cóż. Jego wybór.
 
To co natomiast w tej książce jest ciekawe, to próba oddania atmosfery miasta jakim był Londyn końca XIX w. Tej wielkiej metropolii, w której rodził się nowy rodzaj przestępczości - morderstwa bez powodu, bez motywu, dla samej przyjemności zabijania. A także mentalności niegdysiejszych ludzi i ich warunków życiowych. Po części się to autorowi udało. Obraz ten jest na tyle sugestywny, że jesteśmy w stanie w niego uwierzyć, choć na pewno nie jest to dokument historyczny, ale też nie aspiruje do takiego miana. Jest to powieść kryminalna i to zadanie spełnia całkiem dobrze. 
 
Inną ciekawostką jest również próba pokazania jak rodziły się nowe techniki śledcze i jakie z początku budziły kontrowersję i niewiarę w ich możliwości. Chodzi tutaj o dokładne sekcje zwłok, ale przede wszystkim o posługiwanie się odciskami palców jako głównym dowodem w kwestii potwierdzania tożsamości sprawców. Ludzie nie byli w stanie uwierzyć w to, że każdy człowiek posiada inny komplet linii papilarnych. Z perspektywy czasu wydaje się to śmieszne i absurdalne, ale nie wątpię, że konserwatyści i ludzie o bardzo zamkniętym umyśle mieli z takimi nowinkami problem. Jednak jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś o narodzinach nowożytnej kryminalistyki, to zdecydowanie bardziej polecam książki Jurgena Thornwalda (np.: "Stulecie detektywów" lub "Godzina detektywów").
 
Podsumowując, muszę przyznać, że jest to powieść przyzwoita, jednak nie porwała mnie jakoś nadzwyczajnie. Wątek mordercy okazał się mało zajmujący i nie wzbudził we mnie dreszczyku grozy. Jedyne co w tej książce ciekawe, to fakt, że pokazuje nam dopiero rodzącą się kryminalistykę, z próbami wdrażania technik, które obecnie są tak oczywiste jak to, że w zbliżających się wyborach znów nie ma na kogo głosować. 
 
Moja ocena: umiarkowane 5.5/10