17 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Arkadiusz

Rick's Cafe

Książki, filmy, serial i inne głupoty

Teraz czytam

Pan Samochodzik i brązowy notes
Tomasz Olszakowski
Atlas zbuntowany
Ayn Rand
Gambit Wielopolskiego
Adam Przechrzta
Spalaj tluszcz, buduj miesnie
Tom Venuto
Gai-Jin
James Clavell
Prawdziwy gangster. Moje życie: od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz
Jon Roberts, Evan Wright
Przeczytane:: 56/528 stron
""Ostatnie rozdanie" - Wiesław Myśliwski"

"Zadzwoniłem po sekretarkę.
– Wyjeżdżam – powiedziałem.
– Ale nie ma przecież żadnego wyjazdu w harmonogramie na ten miesiąc. I kiedyż?
– Zaraz.
– To trzeba będzie poprzesuwać terminy, poustalać nowe. Na długo?
– Na bardzo długo. Może na zawsze.
Zamarła, wytrzeszczyła oczy i łamiącym się głosem wykrztusiła:
– Ale przecież... przecież...
– Proszę wszystko odwołać i nie ustalać żadnych nowych terminów.
Nie byłaby jednak sekretarką, gdyby się szybko nie ocknęła i nie wróciła do swojej roli:
– Chwileczkę, przyniosę harmonogram. Mam wszystko dokładnie rozpisane.
Po chwili wróciła i zaczęła mi odczytywać. Jutro, pojutrze, dzień po dniu do końca tygodnia, potem w następnym tygodniu i jeszcze w następnym, do końca miesiąca. Kto, z kim, gdzie, jaka sprawa, przewidywany czas na każdą, ujęty w godzinach, minutach, i tak od rana niemal do wieczora. O, tu mają przyjechać w sprawie tych faktur, które im zakwestionowaliśmy. Pojutrze, ósma rano. A następnego dnia przylatuje ten Niemiec, w sprawie zamówień, które chcą nam złożyć. Tu znów jakiś, nie mówił, czego chce, tylko że to dyskretna sprawa i musi w cztery oczy. Nawet nazwiska nie podał, tylko J.K. i że na razie musi nam to wystarczyć. A tu, proszę, występuje szef w telewizji w audycji Sukces jako idea naszych czasów. I z odrobiną politowania w głosie, kładąc mi ten harmonogram pod nos, powiedziała:
– Oj, szefie, szefie, miałam szefa za twardziela, a widzę, że i twardziele się rozklejają. Co się stało? Zresztą nie musi szef mówić, a ja nie muszę wiedzieć. I tak wszystko wiem. Nie jestem z tych dzisiejszych. Wszystkie chłopy są takie same. Z wierzchu batman, a w środku galareta. Czekaj, zamknę drzwi. Może to ci pomoże. Mówiłam kiedyś, że przydałaby się tu kanapa. Jakbyś nie wiedział, do czego służy sekretarka. Nie do samych telefonów, harmonogramów, kawy, herbaty i takich tam biurowych dupereli. W poprzednim miejscu szef jak mnie nie zerżnął, to nie zaczynał pracy. Energii, mówił, na cały dzień nabiera. Tyle było wytchnienia, gdy miałam okres albo gdzieś wyjechał. A jeszcze w poprzedniej pracy mówili, że impotent, i nawet zgodziłam się na mniejszą pensję. Aż kiedyś strach mu w oczy zajrzał, bo rozeszła się plotka, że go mają odwołać, wezwał mnie i żebym mu obciągnęła. A tyś jakiś dziwny. Nie jesteś chyba, no, wiesz... Dzwonią tu przecież różne. Halo i od razu wiem, że nie w interesach. A miluśkie, jak ptaszki szczebioczą. Co, może na klucz zamknąć?
W tym momencie zadzwonił telefon.
– Ktoś dzwoni – powiedziałem. – Idź, odbierz.
– A niech dzwoni. Nagra się, jak ma coś pilnego. Nie nadajesz się, widzę, żeby gadać o interesach. Rozbiorę się, co? Popatrzysz sobie i weźmie cię. Kogo by nie wzięło.
I zaczęła zdejmować korale. Miała tych korali kilka sznurów, jeden dłuższy od drugiego.
– Będziesz wolał z koralami, to potem założę. Miałam znajomego, to on tylko z koralami. Kiedyś porwał na mnie i kupił mi te. Nic szczególnego. Takie plastikowe barachło. A obiecywał perły, dziad. Skończyłam z nim. Nie lubię niesłownych.
Zaczęła rozpinać bluzkę. Niemal celebrowała to rozpinanie, guziczek za guziczkiem, a jeszcze te guziczki jakby wyślizgiwały się jej z palców. Popatrywała przy tym na mnie, czy się zmieniam na twarzy. Może się i zmieniałem, chociaż patrzyłem nie na nią, lecz jakby przez nią, a myśli moje wciąż nie chciały się uspokoić. Przypomniał mi się akt, przez który rzuciłem studia. I teraz też patrzyłem tak samo zimno, jakbym ją tylko rysował. Za którymś guziczkiem, który jej się niby zamotał, powiedziała:
– Chyba nie chcesz, żebym się spieszyła. Na filmach się tylko spieszą. Ale tam każda minuta kosztuje. Grałam raz za statystkę, to kazali nam się przedtem rozebrać i czekałyśmy na zimnie, a kamera tylko przeleciała nam po nogach. I po co było się rozbierać? Potem nawet nie poznałam, które to moje nogi. Różnie z mężczyznami bywa. Może i nieraz nogi ważniejsze. Miałam takiego jednego, złapał w telewizji pornosa, to od razu do mnie dzwonił, przyjedź. Nawet taksówkę mi fundował, żeby było szybciej. Żaden tam kochanek. Nie ma teraz takich. Dawniej bywali, czyta się, ogląda. Ale ile to trzeba było czasu, żeby pozdejmować te wszystkie krynoliny, halki, odsznurować się, ale widocznie mężczyźni byli cierpliwsi. Lubili czekać. Nie to, co teraz, przyjedź, bo on napalony. I najlepiej, żebyś goła już była pod płaszczem, paltem. A przyjechałam, to było po wszystkim, bo go pornos wykończył. Powiedziałam mu, więcej nie dzwoń, nie przyjadę. Załatwiaj się sam. Co się z tymi mężczyznami porobiło?
Znów zadzwonił telefon.
– Dzwoni ktoś – powiedziałem.
– A daj mi spokój – obruszyła się. – Ja mu tu się rozbieram, a on mnie do telefonu odsyła. Co ty, z kamienia jesteś?
– A ty jesteś wulgarna – rzuciłem dość ostro, chociaż nie chciałem, żeby tak zabrzmiało.
Odszczeknęła się równie ostro:
– A ty gówno wiesz o życiu. Co my z niego więcej mamy? Ciebie to, myślisz, nie dotyczy? Niech ci się nie wydaje, że nic nie wiem. Niedługo u ciebie pracuję, ale zdążyłam cię na wylot prześwietlić. Myślisz, że interesy wszystko ci zastąpią? Nie wszystko, nie wszystko, mój drogi szefie. A może ty wierzysz w miłość? Wierz sobie, naiwniaczku. Przy takich pieniądzach w miłość.
Już wpół rozebrana zaczęła się głośno śmiać, histerycznie, choć był to raczej ironiczny śmiech, lecz też nie całkiem. Miałem wrażenie, że tym śmiechem coś dusi w sobie, gorycz, ból, a może i rozpacz. I żal mi jej się zrobiło.
– To szukaj jej! – wybuchnęła. – Szukaj! Ja jej nie szukam, wiem, że nie znajdę. – I co z siebie zdjęła, zaczęła jakby w goniącym ją pośpiechu z powrotem zakładać. Z tego pośpiechu nie zapięła już bluzki, rozerwał się jej jeden sznur korali, posypały się gradem po podłodze. – To nie ten świat. Nie ten, nie tamten, żaden. Zabłądziłeś tu widocznie. I dziwisz się, że się znalazłeś nie tam, gdzie chciałeś? Tylko gdzie chciałeś, powiedz? Pewnie nawet tego nie wiesz. A ja przynajmniej będę miała co wspominać. Nie z tobą. Z tobą nawet na wspomnienia nie ma co liczyć. Och, jak ty nic nie rozumiesz. Gdzieś ty się uchował? Z jakiej gwiazdy przyleciałeś? Tylko jakim cudem, jeszcze tu nie przylatują. Nastrojowiec, cholera. Nie lubię nastrojowców. Z takimi nigdy nie wiadomo. Włoży ci, a nie ruszy, już mu zmięknie. – Nagle jakby sobie przypomniała, że nie pozapinała bluzki, i zaczęła już bez pośpiechu zapinać guziczek po guziczku. – Ta bluzka nie nadaje się na takie biurowe rozbieranie. Chyba że po godzinach. Ale po godzinach już nawet tego się nie chce. Siedzę tu z tobą do późnego wieczora i co? Mam tylko odpinać, zapinać, bo ciebie nie rusza?
Nie mogłem się wydobyć z siebie, wręcz nie poznawałem siebie, czy to ja siedzę za tym biurkiem, czy ktoś za mnie. Bo ona z pewnością była sobą. I jedna myśl się we mnie kołatała w rozmaitych odsłonach, na czym mi właściwie schodzi życie. Jej zachowanie jakby pozbawiało mnie wszelkich złudzeń. I może wcale nie była wulgarna, mimo że tak jej powiedziałem. Może tylko dotkliwie uzmysłowiła mi, że nie wszystko jest tak, jakby się chciało, aby było, że świat biegnie w przeciwną stronę, a my zależymy od niego.
– Chcesz, to mnie wyrzuć – powiedziała. – Nie nadaję się na twoją sekretarkę. Znajdę sobie inną pracę. Szefowie lubią, żeby ich pocieszać. Jeszcze tyle firm teraz pada. Szef to osobny rodzaj mężczyzny. Staje mu od władzy, nie z pożądania. To musi mieć sekretarkę, co by rozumiała. Nie musisz mi dawać odprawy. Wystarczy, jak napiszesz opinię, że drugiej takiej nie znajdzie. Widzisz, nie jestem droga. – Podeszła do mnie z tyłu i obejmując mnie, przytuliła swoją głowę do mojej. – Obudź się. Powiedz coś. Ech, ty, ty. Przecież interesy ci dobrze idą, jak mało komu. Mój poprzedni zbankrutował. I przed nim jeden zbankrutował, drugi zbankrutował. Samych bankrutów ostatnio miałam. I gdzież ty chcesz wyjechać? Gdzie ci będzie lepiej? Tu przynajmniej wiesz, jak ci jest.
– Może – powiedziałem, uwalniając się z jej obejmujących mnie rąk. – Przyjemnie pachniesz – powiedziałem.
– O, już ci lepiej – powiedziała. I znów mnie objęła, przytulając swoją głowę do mojej. – A może byśmy razem gdzieś wyjechali? Odpoczęli? Przepędziłabym z ciebie te nastroje. Znalazłabym takie miejsce, żebyś o niczym nie myślał, a nawet zapomniał, że myślisz. Tak tylko można znieść to cholerne życie. Przepraszam, że ci zaczęłam mówić ty. Przy ludziach będę ci zawsze mówić jak dotąd. Szefie. Wiem, że mężczyzna potrzebuje rangi jak powietrza. Bez tego kapeć."