17 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Arkadiusz

Rick's Cafe

Książki, filmy, serial i inne głupoty

Teraz czytam

Tajemnice kościoła
Piotr Małyszko, Stanisław Zasada
Gambit Wielopolskiego
Adam Przechrzta
Spalaj tluszcz, buduj miesnie
Tom Venuto
Gai-Jin
James Clavell
Prawdziwy gangster. Moje życie: od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz
Jon Roberts, Evan Wright
Przeczytane:: 56/528 stron

Szczegółowo i dokładnie, ale nudno...

Sowie Zwierciadło - Andrzej Pilipiuk
Oko Jelenia warto przedstawić jako całość, bez niepotrzebnego rozdrabniania się na poszczególne części. Czy jest to ciekawy cykl? Czego możemy się po nim spodziewać? I dla kogo jest on przewidziany? Na te pytania, mam nadzieję, uda mi się odpowiedzieć w poniższym tekście.
 
Zacznę może od zdawkowego zarysowania głównych wątków fabularnych. Rzecz rozpoczyna się współcześnie (na początku XXI w.). Głównym bohaterem historii jest nauczyciel informatyki w liceum, Marek Oberech, który pewnego dnia dowiaduje się, że za kilka godzin ma nastąpić koniec świata (jakaś antymateria ma stuknąć w naszą planetę czy coś takiego, nie znam się). Tuż przed tym wiekopomnym wydarzeniem postanawia jeszcze uratować Staszka, swojego późniejszego przyjaciela i współtowarzysza przygód, przed bandą dresów, którzy chcą go zakatować na śmierć. Dwaj Panowie (no powiedzmy dwaj, bo o ile Marek ma lat około 30, to Staszek jest w wieku maturalnym) odnajdują w sobie bratnie dusze i przy domowej roboty winku (bez pedalskich skojarzeń) czekają na to aż raz na zawsze "zgaśnie światło". W pewnym momencie, tuż przed końcem pojawia się pewien kosmita - Skrat - który ratuje ich życia w zamian za posłuszeństwo i wykonanie pewnej misji. Z tym życiem to trochę przesadziłem, bo ich ciała zostają zanichilowane na ziemi, jednak kosmita przy użyciu super technologii przenosi ich osobowość na tzw. scalak (zielony krążek przypominający szmaragd), z którego przy użyciu pewnych nowoczesnych urządzeń da się odtworzyć człowieka nawet po jego śmierci. Po tym wydarzeniu Marek "budzi się" w połowie XVI w. niedaleko miasta Trondheim. Po chwili konstatuje również, że jego życiem włada Łasica - stworzenie uratowane przez Skrata z innej planety o mechanicznej konstrukcji z wieloma technologicznymi "gadżetami", posiadające jednak ciało tego nikczemnego zwierzaka.  Po kolejnej chwili, której Marek potrzebował na ogarnięcie zastałej rzeczywistości, dostaje pierwszy rozkaz. Ma się udać do Nidaros (dawna nazwa Trondheim) i odnaleźć alchemika Sebastiana. Po drodze ma sobie zabrać z jaskimi dziewczę imieniem Hela - młodą (około 15-16 letnią szlachciankę) uratowaną przez Skrata w drugiej połowie XIX w. (jej dworek zaatakowali Kozacy a dziewczyna, gdyby nie kosmiczny stwór, zginęłaby śmiercią nieprzyjemną zawczasu zgwałcona przez dzikusów ze wschodu), która będzie mu pomagać w wykonywaniu zadania. A zadaniem tym jest odnalezienie Oka Jelenia - wielkiej pieczęci Hanzy, która jest tak naprawdę scalakiem innego kosmity. W chwilę później do dwójki podróżników w czasie dołącza wspomniany już Staszek i wspólnie (a często oddzielnie i na własną rękę) zaczynają wykonywać powierzone im zadanie. W trakcie tej wyprawy nasi bohaterowie poznają wielu ciekawych ludzi, m.in. członków kupieckiej Hanzy, Kozaków, prześladowanych chrześcijan oraz bardzo ciekawie oddające obyczaje i klimat XVI wiecznej Europy miejsca, jak m.in. Gdańska, wspomniane Trondheim, Bergen i Visby. 
 
 
Znacie już mniej więcej zarys fabuły. Teraz czas na moje spostrzeżenia co do niej i całego cyklu. Nie za bardzo wiem jak zacząć, jednak pewnikiem jest to, że nie jest to najciekawszy, najbardziej wciągający i zapierający dech w piersiach cykl jaki zdarzyło mi się czytać.  
 
 
 
Po pierwsze dlatego, że w tej książce najmniej ważna jest akcja i "postępy" bohaterów w wykonywaniu powierzonego im zadania, które, jak mi się wydaje, zostały złożone na ołtarzu historii. Autor tym razem za bardzo był archeologiem i kronikarzem a za mało pisarzem. Dowiadujemy się wszak bardzo (baaaaaaaardzo!) wielu ciekawych rzeczy na temat czasów i miejsc w jakich przyszło przeżywać przygody naszym bohaterom, jednak wiele z nich (prawie wszystkie) nie posuwają akcji do przodu nawet o milimetr. I takim oto sposobem wraz z Markiem zwiedziliśmy Gdańskie lochy (był więziony przez niemal półtorej tomu, a to zdradza wiele o tempie akcji), zwyczaje i filozofię życia XVI wiecznych Kozaków, zasady i sposób działania Hanzy, prześladowanie chrześcijan w krajach, w których panowała religia luterańska, fach katowski, sposób działania XVI wiecznych organów ścigania i techniki tortur będące najbardziej trendi w tamtych czasach oraz wiele, wiele innych fascynujących rzeczy. A akcja ciągnie się jak gil z nosa...
 
 
Po drugie, sam sposób prowadzenia akcji i modus operandi autora w chwilach, kiedy działo się coś zagrażającego życiu głównych bohaterów był bardzo żenujący. Po tym, kiedy już dowiedzieliśmy się, że można, bez większych problemów (choć przy użyciu pewnych urządzeń, do których dostęp był bardzo ograniczony; zostanie to w szokujący sposób wykorzystane w ostatnim tomie), ożywić osoby posiadające w głowie scalak (ta zielona płytka wmontowana była w korzeń mózgu) ich śmierć była tylko chwilową niedogodnością, a nie wielkim nieszczęściem, czym zwykła bywać w innych tego typu opowieściach. 
 
 
Po trzecie, męcząca na dłuższą metę, maniera autora do stronienia od jakiejkolwiek aktywności seksualnej bohaterów. Ja rozumiem, że cykl ten może być uważany za literaturę młodzieżową, jednak zachowanie bohaterów i te czysto platoniczne uczucia jakimi obdarzali swoje wybranki serca są trochę śmieszne i, jak już wspomniałem, czasami aż denerwujące. Swoją drogą nigdy nie zrozumiem tego absurdu, na podstawie którego przyjmuje się za pewnik, że zdecydowanie mniejsze szkody w psychice i moralności młodego człowieka wyrządzi obraz zaszlachtowującego się stada ludzi niż opis kopulującej pary. 
 

 

 
Po czwarte i ostatnie maniera przekazywania nam poglądów autora za pośrednictwem wypowiedzi czy też myśli tworzonych przez niego postaci. Ten dziwny afekt do szkoły, do współczesnych nam czasów jest w powieści tak często powtarzany, jak błędy językowe wśród sportowych ekspertów. Ja mam podobne zdanie (że obecnie wszystko psieje), ale czytając o tym co kilkanaście stron w pewnym momencie się znudziłem i nawet, mimo iż bohaterowie myśleli tak jak ja, straciłem do nich część sympatii, wedle zasady co za dużo to nie zdrowo. 
 
 
Jeśli natomiast chodzi o pozytywy, to są co prawda mniejszego kalibru niż negatywy, jednak pozwalają temu cyklowi utrzymać "głowę" ponad powierzchnią wody. Są to między innymi przystępny w odbiorze styl pisania Pilipiuka. Ale także ta jego znajomość rzeczy; to odwzorowanie epoki, które pozwala poczuć niemal na własnej skórze tamte czasy. 
 
 
Natomiast na dwoje babka wróżyła w dwóch przypadkach. Po pierwsze mam tutaj na myśli wątek fantastyczny. Nie wszystko mi się podobało i nie wszystko zostało wystarczająco dokładnie wyjaśnione, żeby takiemu upierdliwcowi jak ja udowodnić chociażby możliwość albo zasadność takiego rozwiązania. Podobnie jest również z zakończeniem, które wymsknęło się autorowi trochę jak niechciany bączek podczas uroczystej kolacji. Takie jest ni z gruchi ni z pietruchi, zupełnie od czapy i nie pasujące do dokładnie tkanej przez pięć i pół tomu intrygi. Takie trochę na odwal. Takie trochę jak w starożytnych dramatach określone przez Eurypidesa mianem deus ex machina. A 7 i ostatni (czy aby na pewno?) tom to już kompletna aberracja pod względem logicznym, choć patrząc na fabułę jest może nawet odrobinę lepszy od swoich poprzedników.
 
Podsumowując, muszę stwierdzić, że spodziewałem się czegoś zdecydowanie lepszego, a dostałem coś leciutko ponad przeciętną. Jeśli chodzi o potencjalny krąg odbiorców tego cyklu, to raczej zaciekawi on ludzi lubiących historie niż tych czerpiących radość z wartkiej i wciągającej akcji. Jest to książka dokładna w szczegółach, jednak jej bohaterowie nie dają się jakoś nadzwyczajnie polubić. Są szarzy, przeciętni i nawet wielkie czyny jakich dokonują nie zjednują im naszej sympatii. Na ich tle o niebo lepiej wyglądają wyraziste postaci drugiego planu, takie jak Kozak Maksym Omelajnowicz czy też zaprzysiężeni Hanzy, Rosjanie z Nowogrodu Sadko i Borys. 
 
Moja ocena: 
Droga do Nidaros: 6/10
Srebrna Łania z Visby: 6/10
Drewniana Twierdza: 6/10
Pan Wilków: 6/10
Triumf Lisa Reinicke: 6/10
Sfera Armiralna: 5/10
Sowie Zwierciadło: 6.5/10